
Są takie wieczory, kiedy pielęgnacja trwa trzy minuty.
Zmywasz makijaż. Nakładasz krem. Myjesz zęby. Gasisz światło.
Wszystko szybko, trochę automatycznie, jak ostatnie zadania na liście rzeczy do zrobienia.
Znam takie wieczory bardzo dobrze.
Ale są też inne.
Takie, kiedy na chwilę odkładasz telefon. Zamiast górnego światła zapalasz małą lampkę. Dokładniej oczyszczasz twarz. Nakładasz krem i przez moment naprawdę czujesz jego zapach, konsystencję, dotyk własnych dłoni.
Niby robisz dokładnie to samo.
A jednak robisz coś zupełnie innego.
Bo tym razem nie chodzi już tylko o skórę.
Chodzi o Ciebie.
Cały dzień jesteśmy dla kogoś
Od rana coś się dzieje.
Budzik. Śniadanie. Praca. Telefon. Wiadomości. Zakupy. Dom. Rodzina. Sprawy pilne i te, które miały zająć pięć minut, a zajęły godzinę.
Ktoś czegoś potrzebuje.
Ktoś czeka na odpowiedź.
Coś trzeba pamiętać, zaplanować, zrobić.
I nawet jeśli lubimy swoje życie, swoją pracę i ludzi, którzy są wokół nas, pod koniec dnia można poczuć zwyczajne zmęczenie byciem cały czas dla kogoś albo dla czegoś.
Może właśnie dlatego tak bardzo polubiłam myślenie o wieczornej pielęgnacji nie jak o kolejnym obowiązku, ale jak o małej granicy pomiędzy tym, co było dzisiaj, a tym, co za chwilę się skończy.
Zamykam łazienkę.
Odkładam telefon.
Zmywam makijaż.
Myję twarz.
I przez kilka minut już niczego od siebie nie wymagam.
To naprawdę nie musi być nic wielkiego.
Pielęgnacja nie musi mieć dziesięciu kroków
Kiedy oglądamy piękne łazienki i półki pełne kosmetyków w mediach społecznościowych, łatwo odnieść wrażenie, że prawdziwe dbanie o siebie wymaga całej kolekcji produktów.
Serum na jedno.
Serum na drugie.
Tonik.
Esencja.
Maska.
Olejek.
Krem.
I jeszcze coś, czego nazwy do niedawna nawet nie znałyśmy.
Lubię kosmetyki. Lubię testować dobre produkty i lubię moment, kiedy skóra po pielęgnacji jest miękka i przyjemna w dotyku.
Ale nie wierzę, że troskę o siebie można mierzyć liczbą kosmetyków stojących na półce.
Czasami naprawdę wystarczy kilka produktów, które lubisz i po które sięgasz regularnie.
Dokładne, ale delikatne oczyszczenie skóry.
Nawilżenie.
Krem, który odpowiada potrzebom Twojej skóry.
Może odrobina balsamu na ciało albo kremu na dłonie.
I tyle.
Dobry rytuał nie musi być rozbudowany. Powinien być Twój.
Spróbuj zrobić to trochę wolniej
Jest ogromna różnica między nałożeniem kremu a nałożeniem kremu z uważnością.
Produkt może być dokładnie ten sam.
Zmienia się sposób, w jaki przeżywasz tę chwilę.
Zamiast szybko rozsmarować kosmetyk i pobiec do kolejnego zadania, spróbuj któregoś wieczoru zwolnić.
Nie musisz robić niczego spektakularnego.
Oczyść twarz.
Osusz ją delikatnie.
Nałóż kosmetyk.
Zatrzymaj dłonie na policzkach na kilka sekund.
Poczuj zapach.
Temperaturę.
Dotyk.
To może brzmieć banalnie, ale właśnie takie drobiazgi sprawiają, że czynność wykonywana każdego dnia przestaje być automatyczna.
Zaczyna być rytuałem.
Nie dlatego, że zapaliłaś świecę i kupiłaś specjalny ręcznik.
Tylko dlatego, że przez chwilę naprawdę byłaś obecna.
Czasem dbanie o siebie oznacza odejmowanie
Przez długi czas dbanie o siebie kojarzyło mi się głównie z robieniem czegoś więcej.
Więcej ruchu.
Lepsza dieta.
Kolejny dobry nawyk.
Jeszcze jeden kosmetyk.
Jeszcze jedna rzecz, którą warto wprowadzić do swojej codzienności.
Dzisiaj coraz częściej myślę, że troska o siebie może oznaczać coś dokładnie odwrotnego.
Mniej.
Mniej hałasu.
Mniej pośpiechu.
Mniej powiadomień.
Mniej porównywania się.
Mniej rzeczy, które „powinnam”.
Czasami najlepszą rzeczą, jaką możesz zrobić wieczorem dla siebie, nie będzie kolejny kosmetyk.
Będzie nią odłożenie telefonu pół godziny wcześniej.
Przygaszenie światła.
Otworzenie okna.
Kilka spokojnych oddechów.
Posmarowanie dłoni kremem.
Herbata wypita bez przewijania ekranu.
Cisza.
Niby niewiele.
A jednak właśnie takich chwil często najbardziej nam brakuje.
Twoja łazienka nie musi wyglądać jak SPA
Nie potrzebujesz marmurowej łazienki, puszystego białego szlafroka i rzędu identycznych świec.
Twoja łazienka może być mała.
Na pralce może leżeć pranie, które miałaś schować rano.
Na półce mogą stać kosmetyki całej rodziny.
Ktoś może za chwilę zapukać do drzwi i zapytać, gdzie coś jest.
To jest prawdziwe życie.
I właśnie w takim życiu warto szukać swoich małych momentów.
Nie czekać na idealne warunki.
Nie myśleć: „kiedy będę miała więcej czasu, zacznę bardziej o siebie dbać”.
Bo ten idealny moment może długo nie nadejść.
A piętnaście spokojnych minut możesz czasem znaleźć już dzisiaj.
Pielęgnuj nie tylko twarz
Kiedy mówimy „pielęgnacja”, zazwyczaj pierwsza pojawia się twarz.
A przecież przez cały dzień nasze ciało robi dla nas naprawdę dużo.
Dłonie pracują, dotykają, noszą, piszą.
Stopy prowadzą nas przez kolejne kilometry.
Ramiona bywają napięte po całym dniu przy komputerze.
Skóra potrzebuje nie tylko kosmetyków, ale też zwykłej uwagi.
Dlatego czasem wieczorem nakładam krem na dłonie trochę wolniej.
Innym razem balsamuję ciało.
Czasem robię kilka prostych ruchów, żeby rozluźnić kark i ramiona.
Nie po to, żeby realizować kolejny program wellness.
Po prostu dlatego, że dobrze jest czasem potraktować własne ciało z czułością, a nie wyłącznie z wymaganiami.
Nie poprawiać.
Nie oceniać.
Nie szukać kolejnej rzeczy, którą trzeba zmienić.
Po prostu o nie zadbać.
Nie każdy wieczór będzie taki
I bardzo dobrze.
Nie chcę tworzyć kolejnej wizji idealnego życia, której później będziemy próbowały dorównać.
Będą wieczory, kiedy zrobisz pełną pielęgnację, nałożysz maskę, przeczytasz kilka stron książki i pójdziesz wcześniej spać.
Będą też takie, kiedy ledwo zmyjesz makijaż.
Albo zaśniesz z telefonem obok poduszki, chociaż obiecywałaś sobie, że już tego nie będziesz robić.
To nie przekreśla wszystkiego.
Dbaniem o siebie nie powinnyśmy tworzyć sobie kolejnego powodu do poczucia winy.
Nie chodzi o perfekcyjną rutynę wykonywaną 365 dni w roku.
Chodzi o to, żeby coraz częściej pamiętać, że Ty również jesteś osobą, o którą warto zadbać.
A może dzisiaj zaczniesz od piętnastu minut?
Nie proponuję Ci rewolucji.
Nie musisz dziś kupować nowych kosmetyków.
Nie potrzebujesz specjalnej muzyki, świec ani planera wieczornych rytuałów.
Zrób coś znacznie prostszego.
Kiedy wieczorem wejdziesz do łazienki, zostaw telefon gdzieś indziej.
Zamknij drzwi.
Oczyść twarz trochę wolniej niż zwykle.
Nałóż kosmetyki, które już masz.
Posmaruj dłonie.
Może ciało.
Popatrz na siebie przez chwilę w lustrze.
Nie po to, żeby znaleźć zmarszczkę, niedoskonałość albo coś, co trzeba poprawić.
Po prostu popatrz.
Na kobietę, która przeżyła kolejny dzień.
Która zrobiła dziś mnóstwo rzeczy.
Która być może była dla wielu osób.
I która teraz przez kilka minut może być dla siebie.
Wróć do siebie
Im jestem starsza, tym mniej interesują mnie idealne rytuały.
Znacznie bardziej interesują mnie te prawdziwe.
Takie, które mieszczą się pomiędzy pracą, domem, rodziną i zwyczajnym życiem.
Takie, których nie wykonujemy po to, żeby zrobić piękne zdjęcie.
Takie, których czasem nie zrobimy wcale.
Ale do których chcemy wracać.
Bo może właśnie na tym polega dbanie o siebie.
Nie na wielkich deklaracjach.
Nie na ciągłym ulepszaniu siebie.
Nie na dokładaniu kolejnych obowiązków.
Tylko na małych momentach, w których przypominasz sobie:
ja też jestem ważna.
Dzisiaj może to być piętnaście minut w łazience.
Jutro spokojna kawa.
Innego dnia spacer.
Nie musi być idealnie.
Nie musi być dużo.
Wystarczy, że od czasu do czasu zatrzymasz się i wrócisz do siebie.
Małymi krokami.
Ewa
AloesoweLove 💚